Prawie każdy klient zaczyna od tego samego zdania: ja okropnie wychodzę na zdjęciach. Mówi to jak ostrzeżenie, czasem jak przeprosiny. Znaczy to tyle: już go kiedyś fotografowano i nie spodobało mu się to, co dostał.
To nie są źli modele. To ludzie, których nikt nie prowadził. Ktoś postawiony przed obiektywem bez instrukcji nie wie, co zrobić z twarzą, rękami i ciężarem ciała - a aparat rejestruje dokładnie tę pustkę. Twoim zadaniem w pierwszych minutach nie jest uspokajanie, tylko danie zajęcia.
Pierwsze pięć minut przesądza o całej sesji
Nie zaczynaj od portretu. Zacznij od czegoś, co ma oczywiście poprawne rozwiązanie i zero emocjonalnej stawki.
- Sfotografuj ich w marszu. W twoją stronę, od ciebie, wzdłuż ściany - cokolwiek, gdzie zadaniem jest przemieszczanie się, a nie mina. Chodzenie ma rytm, który ciało już zna.
- Pokaż jedno zdjęcie na początku. Nie cały pokaz na ekranie - jedno ujęcie, na którym wychodzą dobrze, podane na trzy sekundy. Abstrakcyjny lęk zmienia się w widoczny dowód i ramiona opadają.
- Rozmawiaj o czymkolwiek poza zdjęciami. Zapytaj, czym się zajmują, gdzie się poznali, co robią potem. Odpowiedź waży mniej niż sam fakt mówienia: twarz w połowie zdania to twarz czymś zajęta.
- Nie komentuj ich spięcia. Nazwanie go czyni je realnym i zrzuca na klienta. Zachowuj się, jakby wszystko szło normalnie - bo idzie.
„Rozluźnij się" to najbardziej bezużyteczne słowo na planie
Prośba o rozluźnienie to prośba o zmianę stanu wewnętrznego na komendę, a tego nie potrafi nikt. Gorzej: informujesz człowieka, że właśnie wygląda na spiętego. Nowa i niemiła wiadomość.
Zamień stany na czynności. Instrukcja ma być czymś, co ciało umie wykonać:
- Nie „rozluźnij ramiona", tylko „odprowadź ramiona do tyłu i opuść - o tak".
- Nie „patrz naturalnie", tylko „spójrz w okno, a na trzy wróć na mnie".
- Nie „uśmiechnij się", tylko „dociśnij język do podniebienia" - to napina linię żuchwy - albo powiedz coś, co zarobi na prawdziwy uśmiech.
- Nie „bądźcie bliżej", tylko „czoło do czoła i zamknijcie oczy".
Każda z tych komend ma sprawdzalny wynik. Człowiek wie, czy ją wykonał. To właśnie ta pewność zdejmuje lęk, a nie dodawanie otuchy.
Daj rękom zajęcie
Ręce to miejsce, do którego ucieka nerwowość, gdy twarz już się zachowuje. Zostawione same sobie zwisają jak pożyczone albo składają się przed ciałem w pozę znaną wszystkim jako listek figowy.
Daj im kontakt i drobne zadanie:
- Kontakt z własnym ciałem: dłoń na przeciwnym łokciu, kciuk w kieszeni z palcami na wierzchu, palce przy kołnierzu albo we włosach
- Kontakt ze sobą nawzajem: dłoń na ramieniu, splecione palce, dłoń na dole pleców
- Przedmiot, który do nich należy: kawa, bukiet, marynarka na ręce, smycz psa
Dwa szczegóły odróżniają żywą dłoń od manekina. Trzymaj ją miękką: rozluźniona dłoń ma lekko zgięte palce i widoczne prześwity między nimi, spięta jest płaska i rozczapierzona. I obracaj do obiektywu krawędź dłoni, nie jej wierzch: czyta się mniejsza i bardziej elegancka.
Ruch bije bezruch
Trzymana poza się rozpada. Poproś kogoś, żeby stał nieruchomo i się uśmiechał, a przy czwartym kadrze uśmiech zastygnie w grymas - utrzymanie miny to wysiłek mięśniowy.
Buduj pętle: małe powtarzalne czynności, przez które można fotografować.
- Pięć kroków w moją stronę, stop, patrzycie na siebie, wracacie. Jeszcze raz.
- Szepnij jej coś do ucha, a potem pozwól jej zareagować.
- Obróć się raz, powoli, i pozwól sukni opaść.
- Przytulcie się, a potem odsuńcie tylko tyle, żeby widzieć swoje twarze.
Fotografuj zejście, nie szczyt. Kadr, którego chcesz, prawie nigdy nie jest samym śmiechem - to sekunda po nim, gdy twarz jest jeszcze miękka, a oczy wróciły do drugiej osoby.
Dwa polecenia, które biją wszystkie inne
- „Opowiedz mi o dniu, w którym się poznaliście". Skierowane do jednej osoby, gdy druga słucha. Zdjęciem jest twarz słuchającej: nikt nie utrzyma muru przy tej opowieści.
- „Licz na głos od dwudziestu wstecz i pomyl się celowo". To absurdalne, tego nie da się zagrać i niezawodnie daje ten bezbronny śmiech, którego nie wywoła żadne „uśmiech".
Użyj każdego raz - dokładnie wtedy, gdy sesja zaczyna siadać.
Kiedy komuś naprawdę jest niewygodnie
Spięcie i niechęć to dwie różne rzeczy. Jeśli ktoś trzyma ręce skrzyżowane, odpowiada jednym słowem i patrzy w stronę wyjścia, więcej instrukcji nie pomoże - tylko potwierdzi, że słusznie się tego bał.
Zmień geometrię.
- Zwiększ dystans. Dłuższe ognisko, krok w tył. Twoja obecność onieśmiela bardziej niż aparat - wyjdź z jego przestrzeni osobistej.
- Odwróć go od obiektywu: w okno, na partnera, na dziecko. Twarz, która nie celuje w aparat, przestaje grać.
- Odłóż aparat na minutę. Nic nie kosztuje mniej i nie daje więcej.
- Sfotografuj go z kimś, kogo kocha. Kto nie potrafi być sam przed obiektywem, często rozluźnia się całkowicie, gdy tylko ma na kogo patrzeć.
Co odpowiedzieć na „a co mam zrobić z twarzą?"
Zawsze zadaniem. „Patrz na mnie, broda odrobinę w dół, i pomyśl o tym, że już prawie kończymy". Cel dla oczu, jedna korekta dla głowy, jedna myśl.
Jeśli miałbyś wziąć z tego jedno: klienci nie proszą o uspokojenie. Proszą, żeby ktoś, kto ewidentnie umie, powiedział im, co robić. Pewność w twoim głosie robi dla ich twarzy więcej niż jakikolwiek komplement.
Kieszonkowa lista
- Zaczynaj od ruchu, nie od portretu
- Pokaż jedno dobre zdjęcie w pierwszych pięciu minutach
- Nigdy nie mów rozluźnij się, naturalnie, bądź sobą
- Każda instrukcja to czynność, którą ciało umie wykonać
- Ręce: kontakt, miękki kształt, krawędź do obiektywu
- Buduj powtarzalne pętle i fotografuj kadr po szczycie
- Gdy ktoś się zamyka, zwiększ dystans i odwróć go od aparatu