Nikt nie wybiera Dysku Google jako sposobu prezentacji. Wybiera się go, bo i tak jest otwarty, nic nie kosztuje, a zdjęcia już leżą na dysku. Link poszedł, klientka podziękowała, zlecenie oddane.
I to działa. Właśnie dlatego przetrwało w wielu skądinąd bardzo starannych firmach. Warto jednak nazwać cenę precyzyjnie - bo z twojej strony ekranu jest niewidoczna, a z jej strony widać ją w całości.
Co klientka naprawdę dostaje
Udostępniony folder otwiera się jak menedżer plików. Szare tło, siatka miniatur, nazwy w rodzaju IMG_4471.JPG, lista rozwijana sortowania i - zależnie od dnia i konta - prośba o zalogowanie.
Pierwsze spotkanie klientki z trzema miesiącami wyczekiwania wygląda jak narzędzie pracy. Zdjęcia i tak jej się spodobają. Tyle że wbrew ramie, którą wokół nich postawiłeś - a rama to jedyna część przekazania, którą kontrolujesz w pełni.
Jest i drugi, cichszy koszt. Ludzie przesyłają dalej to, co dostali. Link do folderu przesyła się jako link do folderu. Nikt nie robi zrzutu menedżera plików na relację.
Pięć rzeczy, których folder nie potrafi
To nie lista funkcji. To pięć momentów, w których folder niezawodnie robi ci robotę.
- Wybór kadrów. Fotoksiążka i odbitki wymagają decyzji klientki. W folderze to wiadomość „podobają nam się 3, 17, 24, 31, ta z mamą i dwie przy oknie" - a potem ty dopasowujesz opisy do zdjęć. W galerii klika serduszko, a ty czytasz gotową listę.
- Kontrola dostępu. Link z Dysku jest albo ograniczony, i wtedy klientka walczy z logowaniem Google, albo publiczny, i wtedy wesele jest o jedno przesłanie od bycia niczyim. Nie chodziło ani o jedno, ani o drugie.
- Data zakończenia. Miejsce rośnie po cichu latami, bo usunięcie folderu wydaje się nieuprzejme. Zapowiedziana data wygaśnięcia popycha do pobrania i spokojnie zamyka sprawę.
- Wiedza o czymkolwiek. Otworzyli? Do którego kadru wrócili cztery razy? Folder nie odpowiada na nic, więc propozycja druku staje się zgadywanką.
- Podobieństwo do ciebie. Wszystkie foldery wyglądają tak samo. Twoja okładka, twój krój pisma, twoja siatka - to, co szlifowałeś latami - nie przeżywa linku.
Część, która jest prawna, nie estetyczna
Jeśli fotografujesz w UE albo dla klientów z UE, galeria rozpoznawalnych osób to dane osobowe, a miejsce ich przechowywania ma znaczenie. Konsumenckie dyski nie były projektowane z tym pytaniem w głowie, a prywatne konto, na którym zdjęcia z urlopu leżą obok cudzego wesela, to nie jest pozycja łatwa do obrony, gdyby ktoś zapytał.
Nie musisz zostawać prawnikiem. Praktyczna wersja jest krótka: wiedz, gdzie leżą pliki, umiej je usunąć na żądanie i nie trzymaj pracy klientów na tym samym koncie co własne życie.
Co się zmienia w twoim tygodniu
Strona klienta to widoczna połowa. Ta, którą czujesz ty, to kalendarz.
- Znika mail „możesz przesłać link jeszcze raz?" - galeria mieszka pod jednym adresem, który się nie zmienia i nie wygasa w środku rozmowy.
- Wątek o wyborze kadrów kurczy się z jedenastu wiadomości do jednego powiadomienia.
- Rozmowa o druku robi się łatwa, bo zaczynasz od tego, co klientka sama wskazała, a nie od katalogu.
- Dosprzedaż przestaje być sprzedażą. Galeria, po której widać staranność, czyni z fotoksiążki naturalny kolejny przedmiot. Folder zamienia ją w próbę wciśnięcia czegoś.
Nic dramatycznego. Dwadzieścia minut na sesję i o jedno drobne rozdrażnienie mniej - a przez sezon to tydzień pracy.
Co naprawdę lepiej zostawić w folderze
Uczciwa odpowiedź potrzebuje tego akapitu, a większość takich tekstów go pomija.
- Archiwum plików źródłowych. Do długiego przechowywania RAW-ów chmura jest właściwym narzędziem, a galeria nie.
- Praca z drugim fotografem. Wspólny dysk to dobre miejsce, by po evencie zebrać dwa komplety kart.
- Wszystko, co nie jest dla klienta. Prace własne, kopie zapasowe i pliki, które mają być folderem, niech folderem zostaną.
Galeria służy do przekazania. Nie jest systemem plików i używanie jej jak systemu plików będzie tylko irytujące.
Jak przejść, nie przebudowując procesu
Przejście się nie udaje, gdy traktuje się je jak migrację. Nią nie jest - nie ma żadnego powodu, by przenosić stare zlecenia.
- Zacznij wyłącznie od następnej sesji. Każde wcześniejsze przekazanie zostaje dokładnie tam, gdzie jest.
- Obróbki i kopii zapasowych nie ruszaj. Zmienia się tylko ostatni krok, po eksporcie.
- Przy jednym zleceniu wyślij oba warianty, jeśli tak spokojniej: link do galerii i w tej samej wiadomości propozycję spakowania plików. Folder bierze prawie nikt.
- Popatrz, co robi klientka. Czy otwiera na telefonie, czy przesyła dalej, czy zaznacza ulubione bez drugiej prośby. To odpowiada lepiej niż jakakolwiek tabela porównawcza.
Prawdziwe pytanie
Nie brzmi ono „czy Dysk wystarcza". Zwykle wystarcza - w wąskim sensie, że zdjęcia docierają.
Pytanie brzmi, jak ma wyglądać ostatnia rzecz, którą oddajesz - bo to ją przesyła się mamie, otwiera ponownie w rocznicę i zapamiętuje jako kształt pracy z tobą. Zdjęcia są twoje. Rama wokół nich to decyzja, a na razie podjął ją menedżer plików.
Jeśli chcesz sprawdzić to w dziesięć minut
Weź zestaw, który już oddawałeś. Wrzuć go do galerii, ustaw okładkę, dodaj hasło, wyślij znajomemu i otwórz na telefonie. Nie testujesz produktu - patrzysz na własną pracę oczami klienta. To porównanie zwykle szybko zamyka sprawę, w tę albo w tamtą stronę.